Łemkowyna-Błotowyna

Błoto w 1000 odmianach, mżawka, wilgoć i widok na Bieszczady jakby zawieszony w czasie. Trasa z Puław Górnych do Komańczy. 4 h sam na sam z październkową aurą. Zobaczcie jak było na ŁUT30.

read more

Relacja z Biegu Rzeźnika

Story of my life – Miało być inaczej. Miałem się przygotować i wystartować jak mistrz. Tymczasem nie wszystko poszło zgodnie z planem. A w zasadzie nic nie poszło tak, jak zaplanowaliśmy. Na pewno było ciekawie no i skończyliśmy bieg rzeźnika z tarczą!

read more

Rzeźnickie starty, cz. 2

Debiut w Rzeźniczku okazał się przyjemniejszy, niż sobie wyobrażałam. Choć ze względu na dużą odległość, jaka na co dzień dzieli nas od gór, nie będę mogła startować w biegach górskich regularnie, to taka forma biegania wygrywa dla mnie z klepaniem asfaltowych kilometrów.

read more

37 PZU Maraton Warszawski

Decyzję o starcie w Maratonie Warszawskim podjąłem po Orlen Warsaw Maraton. Wtedy miałem nadzieję zaatakować 3:15. Gdzieś tam w głębi pomyślałem sobie nawet, że 3 godziny na jesień są osiągalne. No i jak zwykle życie zweryfikowało plany. Ale od początku.

read more

Bieg na Piątkę

Starty w dużych zawodach to zawsze super przeżycie, choć ta 5-tka to był bardzo rekreacyjny start. Założenie miałam, by dobiec w 28 min. i super, że się udało.

read more

Mały bohater Narodowego

To był pierwszy poważny start Ignasia. Poprzedzony treningami na założonym dystansie, poradami technicznymi i wykładami motywacyjnymi 😉 Po wejściu na Stadion Narodowy Ignaś trochę się wystraszył, ale wystarczyło godzina mediacji i obietnica kupienia IronMana, aby zgodził się wystartować. Szedł jak burza! Myślę, że będą z nigo ludzie. Najbardziej cieszy, że w ogóle się odważył i że jak straty opadły, to widać w nim także dumę z tego, że wystartował. Tak było:          ... read more

BNO po raz pierwszy

Temat biegów na orientację chodził mi po głowie od dosyć dawna – głównie były to rozważania teoretyczne, bo na zielony punkt kontrolny wybierałem się chyba ponad rok. W końcu pojawił się bieg w okolicy, organizowany przez Nadleśnictwo Spychowo, a ponieważ zawsze deklarowałem swoją gotowość, to nie było odwrotu. Na bieg zapisał mnie Mateusz, który ma znacznie większe doświadczenie w tej materii, w dodatku udokumentowane sukcesami, dzięki niemu właśnie wystartowałem w kategorii open. Muszę przyznać, że było sporo stresu. Głównie dlatego, że bardzo niewiele wiedziałem na temat BNO. W zasadzie moja wiedza ograniczała się do tego, że bieg BNO to bieg po lesie z mapą i kompasem… Na szczęście przed samym biegiem przyjąłem sporą dawkę informacji (łącznie z instrukcją obsługi kompasu), co pozwoliło jako tako wystartować. Kategoria open okazała się być jedną z łatwiejszych – nie tak jak w biegach ulicznych. Tutaj trafili wszyscy, którzy nie zadeklarowali startu w innej kategorii wiekowej. Co paradoksalnie sprawia, że kategorie wiekowe są znacznie mocniejsze niż kategoria open. W końcu przyszedł czas na start, technikę założenia chipa podpatrzyłem u innych zawodników i ruszyliśmy do strefy startowej. Po starcie najtrudniejsze było znawigowanie się do pierwszego punktu kontrolnego, później już było łatwo – zwałaszcza, że przyjąłem taktykę biegania tylko po drogach. Punkty kontrolne nie były ukryte w żaden podstępny sposób i odnajdywanie ich okazało się w cale nie najtrudniejszym zadaniem. Po około pół godziny odbiłem chipa na tzw setce i pobiegłem do mety. Jak się okazało byłem pierwszym zawodnikiem, który przybiegł na metę. Miałem nieco wątpliwości w związku z tym, no bo oznaczało to, że coś musiałem pominąć. Finalnie poszło nie najgorzej jak na pierwszy raz. W... read more

Bieg Leśnika – zabrakło 28 s., by przełamać godzinę

Bieg Leśnika to właściwie impreza towarzyska. Odwiedzamy Karolinę, która pracuje w nadleśnictwie Wielbark, i Maćka, a bieg stanowi tylko pretekst do spotkania. Poza tym dla Waldka to jedyna taka branżowa impreza w naszej okolicy. Dla mnie bieg ma także wartość sentymentalną, gdyż dwa lata temu uczestnicząc w imprezie, wyłącznie jako widz, podjęłam decyzję, że spróbuję nauczyć się biegania, spróbuję się z nim polubić. Bo skoro to taki demokratyczny sport, to może ja też się nadaję? Plan był taki, że Waldek biegnie ze mną, by przełamać w końcu tę cholerną godzinę. Pierwsze 5 km w tempie 06:00, potem szybciej. Trenowałam takie tempo i uważałam, że cel jest realny. Pogoda była idealna, teren znacznie mniej zróżnicowany niż ten, w którym trenujemy na co dzień. Wszystko szło ok, do czasu, aż Ignaś zdał sobie sprawę, że na czas naszego startu musi zostać z Zosią i Helenką. No i się zaczęło… Finalnie rozgrzewka zrobiona po łebkach, do ostatniej chwili prowadziliśmy mediacje, a na start podbiegaliśmy. Zawsze mam ten dylemat – z jednej strony chcę, by uczestniczył w tej części naszego życia, z drugiej marzę, by startować z wolą głową, bez wyrzutów sumienia, z możliwością bezkarnego „zmarnowania’ czasu na radość po zakończenia, czy udział w wydarzeniach towarzyszących. Finalnie wystartowaliśmy. Szło dobrze, choć od początku miałam tak wysoki puls, że po 5 km trudno było mi złapać oddech. Staraliśmy się trzymać założenia, aby na 6 km przyspieszyć. Przez ten puls było ciężko, ale Waldka obecność dała mi bardzo dużo. Niestety odrobinę zabrakło, by zrealizować plan i dobiegłam na metę o prawie pół minuty za późno. Każdy bieg to jednak dla mnie nauczka. Ten sezon biegowy... read more