Gruzja w biegu

Gruzja w biegu

Zdecydowanie warto! Choć faktycznie, jeśli nastawiamy się na zwiedzanie wyłącznie Tbilisi czy Batumi, będziemy musieli liczyć się z omijaniem tłumów turystów i dużym i raczej chaotycznym, przypominającym azjatycki, ruchem na ulicach.
Jednak, chyba tak jak wszędzie, jeśli zdecydujemy się zboczyć trochę ze szlaku, wyjechać z miasta, możemy liczyć na niezapomniane widoki i wymagające biegowe ścieżki.
Nasza podróż przebiegała trasą Kutaisi-Tbilisi-Stepancminda (dawniej Kazbegi)- Tbilisi-Batumi-Mestia-Kutaisi. Spędziliśmy tam dwa tygodnie i chcemy jeszcze. Nie będę was oszukiwać, do momentu wyjazdu na Kaukaz nie wyjęliśmy z plecaków naszych biegowych butów. Upał był niemiłosierny i tłum na ulicach też nie zachęcał do biegania. Zawsze organizujemy wakacje aktywnie, planujemy wycieczki, basen, dodatkowe zwiedzanie, szwędamy się po mieście. Dołóżmy do tego obłędne jedzenie i wino… To nie były sprzyjające warunki.


Jednak jak tylko dotarliśmy do Górnej Swanetii, do miasta Mestia, wiedzieliśmy, że tu będzie inaczej. Klimat w miasteczku jest niczym w Przystanku Alaska (ja miałam takie skojarzenie) – jedna główne ulica, zadbane skwerki (co w Gruzji nie jest tak oczywiste), małe sklepiki z pamiątkami, piekarnie, gdzie wprost z okienka można kupić tradycyjny gruziński chleb przypominający placek na pizzę. Charakterystycznym widokiem są średniowieczne baszty rodowe, które mieszkańcy wykorzystywali w dwojaki sposób – zarówno jako warownię, jak i dom (a czasem też dużą spiżarnie). Najstarsze z nich mają nawet 800 lat.

Ale Mestia oferuje też liczne trasy wypadowe na szlaki prowadzące a to na lodowiec Chalaadi, a to do Tsvirimi, czy do polodowcowych jezior Koruldi. No i każdego dnia wita nas widokiem na ośnieżoną Uszbę – jedną z najwyższych gór Kaukazu (4710 m).
Jest więc z czego korzystać. To doskonałe miejsce do ćwiczenia siły biegowej. Właściwie zawsze pierwsza połowa jest pod stromą górkę 😉 Bieganie nie jest w Gruzji za bardzo popularne, więc mieszkańcy bardzo pozytywnie reagują na samotnego na szlaku biegacza. Trzeba się liczyć z tym, że zapewne przystaną lub zwolnią jadąc autem, aby zobaczyć, co to za wariat, tak pod tą górę biegnie 😉 Podczas naszego pobytu upał był ogromny, więc trzeba było wybiegać bardzo rano, aby nie paść po drodze z odwodnienia. Minusem mogą być biegające często na wolności Burki, które, nie przyzwyczajone do biegaczy, ujadają okrutnie. Ale poza tym – same plusy, włącznie z przecudnymi świtami nad szczytami dzikich gór.

 

Jeśli więc wybieracie się na krótki lub dłuższy wypad do tego przepięknego kraju, warto do plecaka dorzucić biegowe ciuchy 😉 Poza tym biegająć można dotrzeć dalej, zobaczyć więcej, pozanć zakamarki dla innych zwykle niedostępne.

P.S. Poranne spotkanie z BARDZO POWAŻNYM PODRÓŻNIKIEM, który o 7.00 rano wyrusza na samotną wyprawę po górach Kaukazu, objuczony bardzo dużym plecakim, odziany w wełniane skarpety i ciężkie trekkingowe buty i spotyka ciebie – zbiegającą już ze szlaku, w samych spodenkach i koszulce, ewentualnie z małą butelką wody (uzupełenioną z resztą w górkim źródełku) – bezcenne 🙂

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *