Nadzieja umiera ostatnia

Nadzieja umiera ostatnia

IMG_0776Rok 2016 do tej pory nie był dla mnie łaskawy. Od dłuższego czasu dokuczała mi trzeszczka. Udawało mi się ją skutecznie ignorować ale w końcu stało się to, co musiało się stać. Trzeszczka posypała się i z biegania nici. Winny musiał się znaleźć – padło na buty. Kupiłem nowe i nie trafiłem. Wybrałem adidasy canadia. Gdybym miał je opisać to powiedziałbym, że są jak volkswagen golf, jak na nie parzysz to nie zachwycają, nie mają absolutnie żadnych wodotrysków ale biegając w nich nie można się do niczego doczepić. Po jakimś czasie używania nie widać żadnych śladów zniszczenia. Są pancerne i tu chyba jest pies pogrzebany – ich pancerność sprawia, że obcierają i nie chcą ustąpić nawet na milimetr. Moja stopa cierpiała, a co gorsze problem z trzeszczką znowu zaczął się uwydatniać. Nie chciałem znowu ryzykować zainwestowałem w nowe obuwie. Tym razem zdałem się na sprzedawcę w sklepie, miałem tylko dwa kryteria wyboru – szeroka płetwa i niska cena. I tak oto stałem się właścicielem Asics Fuji Runnegade, bardzo niechętnie bo jakoś idea marki z dużym dropem nie trafia do mnie. O zgrozo uciskały jak cholera ale dopiero po 10 km. Po kilku eksperymentach z wkładkami pozbyłem się ich wszystkich było lepiej, a po przebiegnięciu paru kałuż nawet dobrze.

IMG_1256IMG_1071Mamy koniec marca i wygląda na to, że moja stopa jest ok, co więcej nie muszę kupować trzecich butów, co przy mojej polityce „max. 300 PLNów” ma znaczenie. Przez te wszystkie problemy w moich przygotowaniach zabrakło jakichkolwiek dłuższych wybiegań, nie powiem już o treningach w trudnym terenie. Co najwyżej jakiś krosik. Święta były okazją do wizyty w Górach Świętokrzyskich dzięki czemu mogłem zaliczyć jakieś górki. Piątek to 4 godzinny trening, w trakcie którego pokonaliśmy z moich „rzeźnickim” partnerem 30 km z całkiem przyzwoitymi przewyższeniami. Udało się przetrwać i to w całkiem dobrej formie, buty spisały się rewelacyjnie, stopa też. Podsumowując jest nadzieja.

Nowy rok, nowe postanowienia

Nowy rok, nowe postanowienia

Pewnie bardzo wielu z nas ma tak, że neguje „manię” noworocznych postanowień a i tak nie wiedzieć czemu tuż przed końcem roku ulegamy i powstaje nowe, lepsze ja na przyszły rok.

U mnie końcówka roku zbiega się kilkoma planami. Ponieważ nie tak dawno temu zmieniłem pracę to musiało się to odbić na moim bieganiu (zawsze znajdzie się jakaś wymówka), ale plan na przyszły sezon startowy jest. Może nie ambitny ale na pewno jest wyzwanie… Zamierzam wystartować w Rzeźniku. Dodam, że moje doświadczenie z ultra to dokładnie zero, ale mam nadzieję, że ten bieg będzie dla mnie batem, który nie pozwoli na ignorowanie planów treningowych, tak jak zwykłem to robić w przygotowaniach do maratonów. Boję się tych 80 kaemów w terenie, gdzie zawsze jest pod górkę a jak nie to przynajmniej po błocie.
Dlatego z niecierpliwością czekam na koniec przeziębienia i ruszam w rzetelne przygotowania do majowego występu. Mam nadzieję, że trening pod ultra mimo, że inny to jednak pozwoli mi na ogólne odbudowanie formy. Stąd cicha nadzieja, że start w Orlenie albo Krakowie przyniesie wymarzoną dwójkę z przodu. Jestem realistą i wiem, że aby to zrobić to czasu nie zostało mi dużo. Z wiekiem będzie trudniej i trudniej choć człowiek czuje się wiecznie młody.

Nie wszystko jest „pod górkę” na szczęście – teraz do pracy mam niecałe 13 km przez las, więc idealna odległość, no i jest prysznic! Już nie mogę się doczekać, kiedy w styczniu zaatakuję 🙂 A no i poświąteczne wyprzedaże przyniosły nowy outfit 🙂Adidas Niemalże zapomniałem o jeszcze jednym noworocznym postanowieniu, które oczywiście jest związane z bieganiem… Porzucam (oczywiście na czas jakiś tylko) moje ukochane fast foody 🙁 Z sentymentu zrobiłem zdjęcie tego ostatniego….IMG_0612