Co to znaczy biegam bo lubię?

Co to znaczy biegam bo lubię?

IMG_0590Czasem słucham trójki, gdzie jest audycja BBL, często jest tam konkurs, a może nawet zawsze ale w sumie słucham tylko czasem, to skąd mogę to wiedzieć… Generalnie chodzi mi o to, że konkurs ów polega na dokończeniu zdania biegam bo lubię…

I moim zdaniem w tej końcówce zdania jest ukryte wszystko. No bo co ja tam w tym bieganiu lubię? Jak rozmawiam o tym ze znajomymi, to większość z nas jest fighterami i chyba po prostu lubi się sponiewierać do tego od czasu do czasu publicznie.
Dlatego nie bardzo pojmuję „zaliczanie biegów” aby na mecie wykonać selfie z medalem, a przy tym ciągle ładnie pachnieć. Naturalnie każdy z nas ma prawo do innego podejścia, ale czy sięgając do genezy całego tego zamieszania nie chodzi tutaj o ściganie się? Oczywiście każdy ściga się z kim innym, większość z nas z samymi sobą. No bo jak przebiegnę i następnego dnia pomyślę sobie, że było super, że nawet się nie sponiewierałem, że oczywiście mógłbym szybciej, lepiej ale mogłoby boleć czy naprawę poczuję satysfakcję? W moim przypadku na pewno nie.

Dlatego nie umiem biegać szlifując sukcesywnie formę, bo dla mnie ważne jest aby przyjść po treningu do domu i być zwyczajnie po ludzku zmęczonym i czuć pot. Czyli, że biegam bo lubię się pocić.

Będzie pod górkę

Będzie pod górkę

Od pewnego czasu chodziła mi po głowie myśl, by podjąć bardziej ambitne wyzwanie, bo jak pokazuje życie rutyna mnie nudzi i raczej jak kot chodzę trochę swoimi ścieżkami wybierając niekonwencjonalne rozwiązania. Na Krwawą Pętlę jestem jeszcze zdecydowanie za cienka, choć wierzę, że kiedyś też podejmę to wyzwanie. Padło na Rzeźniczka 🙂

Waldek dostał się na Rzeźnika, więc będziemy to mogli potraktować jako romatyczny wyjazd… Nie no, oczywiście żartuję :). Ale oczywiście nie bez znaczenia był fakt, że skoro i tak chciałaym mu towarzyszyć, to wystartuję także na swoim dystansie.

rzeźniczekNo i się udało. W momencie, gdy zobaczyłam się na liście startowej złapałam niezłego stracha… Ale mam też mega motywację, bo jest to bieg, do którego z całą pewnością solidnie muszę się przygotować. Czasu jest sporo, bo całe 5 miesięcy. Długie wybiegania zamierzam uzupełnić ćwiczeniami wzmacniającymi, bo mam świadomość braków w tym obszarze.

Jak zwykle kluczowym zagadnieniem jest logistyka, bo o chęci się nie martwię 🙂 Wie to każdy aktywny rodzic. Ponieważ Waldek też musi zacząć ostro trenować, to zapewne będziemy musieli podzielić się obowiązkami, szczególnie związanymi z odbieraniem Ignasia z przedszkola i popołudniową opieką, ale wierzę, że się uda.

Dla mnie jest to mega wyzwanie. Cieszę się, że już czyję respekt przed tą trasą, bo wierzę, że to najbardziej zmotywuje mnie do regularnych treningów. Czasu na razie nie zakładam – sukcesem będzie ukończyć ten bieg. Ale z półmaratonu w Sopocie 20.03 nie rezygnuję – zamierzam potraktować go jako dobry trening na półmetku przygotowań.

Nie pozostaje nic więcej, jak wierzyć we własną wytrałość i cieszyć się tym, co mnie czeka.